Zobacz co mówią o Tobie liczby!
  
  
 Przekaż darowiznę 

Dom dwunasty zamyka cykl doświadczeń ludzkich. Stanowi ostatnią fazę procesu, który może powtarzać się przez resztę życia człowieka lub zakończyć się tym, co nazywamy śmiercią. W domu dwunastym jednostka albo przemienia odniesione przez siebie sukcesy w nasienie nowego cyklu rozwoju, albo staje przed skumulowanymi rezultatami swoich porażek. W rzeczywistości nie ma człowieka, który nie osiągnął jakiegoś sukcesu i nie poniósł osobistego lub grupowego niepowodzenia. W ostatnim domu naszego cyklu człowiek nieuchronnie staje twarzą w twarz ze swoimi sukcesami i porażkami. Jego wspomnienia z przeszłości, te świadome i te nieświadome, tłoczą się na progu prowadzącym do nowego cyklu. Są to Anioł Światła zapraszający w dalszą podróż lub ciemny Strażnik Progu, na którego kształt składają się niepowodzenia, rezygnacja z życia, lęki, zanie-dbania i popełnione błędy. Człowiek musi zajrzeć w oczy tej złożonej istocie, którą sam stworzył. Musi przejść przez nią, bez względu na koszty, jeśli chce zobaczyć nowy cykl. Nowy cykl przychodzi niezależnie od wyniku konfrontacji, nawet jeśli następuje po utracie ciała fizycznego. Nie ma więc sposobu uniknięcia próby. Mimo to świadome ego, które nastawione jest na nowy początek i któremu przeznaczone jest rozpocząć nowy cykl życia w tym samym ciele, jest zwykle przekonane, że uda mu się uciec przed złowrogimi postaciami czającymi się przy bramie odrodzenia. Szaleńczo walczy ono w ciemności, nie mogąc ani pogodzić się z sytuacją, ani pokutować, ani zwyciężyć. Cierpiąc katusze na wspomnienie swoich niepowodzeń, dręczony przez lęki Przed tym, co przyniesie nowy cykl, człowiek płacze, wzywając pomocy i światła. A pomoc przychodzi, choć nieraz niezauważenie, gdyż nierzadko jest on oślepiony przez ciemność i prześladowany przez tykanie zegara czasu, który zawsze dla niego chodzi albo zbyt wolno, albo zbyt szybko. Mimo to ciemność staje się do zniesienia, gdy człowiek uświadomi sobie że przez rezygnację z rzeczy mniejszyc możliwe jest odrodzenie się dla rzeczy większych. Światło istnieje także w jądrze nasienia, które oczekuje na spełnienie obietnicy odnowy złożone przez wiosnę, światło to jest jednak dziwnym i niepokojącym poblaskiem, który nadaje wszystkiemu nieoczeki-wane kształty i w którym wszystkie zdarzenia stają się tajemniczo sym-boliczne. Jest to dziwne światło, ponieważ przebija ono mgłę skumulowanej przeszłości, płynąc z odległej rzeczywistości. Uniwersalność wysyła sygnały do poszczególnych ludzi; jedność kąpie podzielność w morzu nowej życio-dajnej krwi. W tym świetle nasze ograniczone koncepty błyszczą wizją życia jak ciemne skały przemienione przez promienie ultrafioletu w kształty o fan-tazyjnych barwach. Dom dwunasty należy rozumieć przede wszystkim jako ostatnią fazę półcyklu, którego początkiem był dom siódmy. W dwunastym domu kończy się rejon nieba. To właśnie w tej sferze powyżej horyzontu doświadczenia ludzkie koncentrują się na udziale w społeczeństwie albo na wszechświecie, którym włada wszechobecny duch. Udział w jedności społecznej lub uniwer-salnej przyjął konkretną formę w domu dziesiątym, w zenicie. Wytworzona przez taki udział energia została wyzwolona w domu jedenastym. Siła grupy wypełniała jednostkę, w miarę jak realizowała ona swoje zadania społeczne i zawodowe. W domu dziesiątym doświadczenia były istotne i przeżywane rzetelnie, człowiek ma tutaj okazję cieszyć się przyjemnościami kulturalnymi i przyjaźnią może on też usiłować stworzyć nowe ideały społeczne, nowe nadzieje na lepszą przyszłość. Może on też cieszyć się teraźniejszością i tworzyć nowe jutro dla siebie i dla wszystkich ludzi. Źródłem takich aktów twórczych jest wizja powstała z połączenia z gwiazdą świecącą w zenicie jego życia, połączenie, które staje się rzeczywistością tylko przez stały i autentyczny wysiłek. Omawiając znaczenie jedenastego domu, powiedziałem, że jedność dzia-ła w nim, umożliwiając mu wypełnienie funkcji w swoim mechanizmie; jest to tworzenie nie jednostki, jak w domu piątym, lecz poprzez nią. Co w takim razie z wynikami tego tworzenia? Mogą wydawać się one dziwne dla naszych umysłów, silnie zahipnotyzowanych naszymi separatystycznymi wyobrażeniami o tym, jak powinno wyglądać indywidualne istnienie. Ponieważ w domu jedenastym działaliśmy jako twórczy reprezentanci, przez których siła społeczeństwa lub naszej szczególnej grupy społecznej była wyzwalana na tradycyjne sposoby określane przez zbiorowe ideały, kulturę i religię, można było spodziewać się, że ulegniemy wpływowi tych ideałów i zostaniemy przez nie ukształtowani. Jeśli żyjemy w społeczeństwie materialistycznym i dekadenckim i jeśli pozwoliliśmy mu działać przez nas, nie kwestionując jego racji, czy możemy żywić nadzieję, że uda nam się uniknąć nieuniknionego losu czekającego na to społeczeństwo? Jeśli śpie-wamy i tańczymy, nieodpowiedzialnie pławiąc się w rozkoszy podczas gdy świat postępuje w stronę zagłady, czyż nie musimy w naszej podświadomo-ści, jeśli nie świadomie, odczuć wpływu tej zagłady? Wpływ wspólnego przeznaczenia jest dla człowieka losem. Musi on jednak pamiętać, że w dwunastym domu stanie przed ostatecznymi, logicz-nymi skutkami przyczyn z dziesiątego domu, a idąc dalej jeszcze, przypad-kowych czynników mających swój początek we wcześniejszych kątowych domach –pierwszym, czwartym i siódmym. W dziesiątym domu spotkaliś-my potrzeby społeczeństwa; oznacza to, że dokonaliśmy wyboru lub zasu-gerowano nam wybór jakiejś profesji lub miejsca w społeczeństwie. Speł-niliśmy te potrzeby społeczne pod dalekim, a w rzadkich przypadkach bliskim, przewodnictwem naszej gwiazdy w zenicie. Znajdujemy nasze miejsce w większej całości. Od tego momentu moc tej większej, społecznej lub uniwersalnej całości, musi stać się dominującym wpływem w naszym życiu. Jest on dominujący niezależnie od tego, czy akceptujemy go biernie, czy buntujemy się przeciwko niemu, współdziałamy z innymi członkami społeczeństwa, czy wyłamujemy się jako reformatorzy, przywódcy rewolu-cyjni lub przestępcy. W dwunastym domu spotykamy się z konsekwencjami naszego biernego konformizmu lub też buntu duchowego. W podświadomy i ślepy sposób spotykamy się z karmą społeczeństwa albo też spoglądamy w oczy naszej karmie jednostkowej człowieka, który walczył ze społeczeństwem dla speł-nienia własnych egoistycznych interesów lub może w imię lepszego świata. Albo zasypiamy wtedy duchowo, przyjmując komfort zgody na tradycje i precedensy, albo znosimy ciężar i konsekwencje naszych ideałów i na-szych wysiłków wcielenia w życie i przekazania innym naszej wizji. Naj-częściej zdarza się, że obie te możliwości zachodzą równocześnie w takich lub innych proporcjach. Podobnie jak domy czwarty, piąty i szósty odnoszą się do różnych sposobów ekspresji swojego ego, domy dziesiąty, jedenasty i dwunasty przedstawiają różne rodzaje ekspresji zbiorowej, i podobnie jak dom szósty odnosi się do kryzysu w przejściu pomiędzy sferami poniżej i powyżej horyzontu, tak również i dom dwunasty określa krytyczny stan przejściowy pomiędzy dwoma światami. Jednostka, która oddała się potrzebom społecznym i zbiorowym, podejmuje tu walkę, by uwolnić się od wielu uwarunkowań, które związały ją z określoną sytuacją społeczną i duchową i by odrodzić się jako nowa indywidualność. Tu także następuje repolaryzacja i zmiana kierunków, w sposób inny jednakże niż w domu szóstym, gdzie zmagania jednostki obracały się wokół osobistych ograni-czeń i potrzeby dyscypliny wewnętrznej. W domu dwunastym trzeba poradzić sobie z rzeczami, które mają swe korzenie w problemach zbiorowości, w losie narodu i społeczności, w naciskach wywieranych przez społe-czeństwo na jednostkę, a także naciskach zbiorowego nieświadomego organizmu na świadome ego. W obu domach przeżywa się dużą dozę bólu. Ból, którego przyczyną jest metamorfoza przeżywana w domu dwunastym, okazuje się nie do uniknienia, co powoduje, że jest on trudniejszy do zniesienia. Człowiek nie ma jak bronić się przed wszechświatem, oprócz odrodzenia się poza nim. Ziarno tego odrodzenia zawarte jest w domu dwunastym. Symbolizuje to zakrzywienie linii horyzontu, który stanowi granicę oddzielającą dom dwu-nasty i dom pierwszy. Mimo że zakrzywienie to jest bardzo nieznaczne, pozostaje znaczące. W efekcie wierzchołek pierwszego domu zostaje za-gięty w dół w kierunku od domu dwunastego. Odnosimy przy tym wrażenie, jak gdyby ciężar całego nieba doginał horyzont. Niebo wciska w Ziemię ziarno nowego przeznaczenia, podczas gdy ziarno nadchodzącego cyklu uwalnia się z przeszłości. Według tradycyjnej filozofii hinduskiej, ostatnia myśl przebiegająca przez umysł umierającego warunkuje jego przyszłe wcielenia. Możemy przyjąć, że stwierdzenie to jest tylko symbolem, z drugiej jednak strony, trudno jest podważyć jego prawdziwość. Każde narodziny są nowym dziełem Boga; gleba jednakże, w którą wrzucane jest ziarno i sama substancja, z której ziarno to się składa, są produktami przeszłości. Nowe nie jest ani ziarno, ani substancja, z której zrobione jest ziarno, lecz otrzymana od Boga moc, którą nowo narodzona istota może wykorzystać, by w nowy sposób ukształtować to, co odziedziczyła z przeszłości. Ascendent repre-zentuje tę właśnie moc, której interpretację ułatwia zwiększający się kąt zodiaku. Moc ta stanowi rzeczywistą tożsamość człowieka, jeśli osiąga on stan poczucia indywidualnej jaźni. Jest ona mistycznym imieniem nowona-rodzonego człowieka. Indywidualna tożsamość może zadziałać lub nie. Połączona siła wspo-mnień nagromadzonych w domu dwunastym tzw. karma –może być tak wielka, że tłumi tożsamość indywidualną nowo narodzonego człowieka, zagłusza ton nowego cyklu dającego możliwość odrodzenia. Jeśli tak się zdarzy, wtedy nowy cykl staje się zaledwie powtórzeniem cyklu poprzed-niego w nieznacznie tylko zmienionych warunkach, przy czym siłą zbiorowo-ści nieustannie walczy z duchem indywidualności, usiłującym zdobyć swoją tożsamość, niekiedy całkowicie go miażdżąc. Jeśli jednak człowiek wyszedł zwycięsko z konfrontacji przeżytych w domu dwunastym i poradził sobie z ciemnością, którą reprezentują “Stróż Progu”, nie uświadomione wspo-mnienia i kompleksy osobiste i zbiorowe, wtedy Ton nowego cyklu może zabrzmieć czysto. Jednostka świadoma wtedy swojej prawdziwej tożsamo-ści jest w stanie wykorzystać dla swego przeznaczenia wszelkie uwarun-kowania będące skutkiem jej przeszłości i przeszłości jej przodków, rodziców i całej ludzkości. Na ścieżce twórczego sukcesu nie sposób obejść się bez korzystania z przeszłości. Życie twórcze polega na ciągłym łączeniu przeszłości i przy-szłości w jaśniejącą teraźniejszość, łączenie wspomnień i celów poprzez działanie twórcze. Życie to charakteryzuje obfitość i poświęcenie. Własna tożsamość, osobowość, miłość i udział w życiu organicznym całości to fundamenty świątyni spełnionej męskości i kobiecości. Są one czterema punktami horoskopu urodzeniowego, pełnym chwały krzyżem życia czło-wieka. Jedną z najdziwniejszych cech naszej cywilizacji zachodniej jest rezyg-nacja z myślenia i odczuwania w kategoriach procesów cyklicznych. Rezyg-nację tę zapoczątkowała podjęta w piątym wieku naszej ery decyzja rady Konstantynopola, na mocy której zakazano wiary w reinkarnację i wsz/stkie podobne procesy cykliczne. Decyzja ta jest typowa dla społeczeństwa zachodniego i jego szczególnej funkcji w historycznym rozwoju ludzkości, w której wystąpiła silna tendencja w kierunku zerwania z wszelkimi przeja-wami chylących się wówczas ku upadkowi “filozofii witalistycznych”. Nasza cywilizacja zawsze podkreślała zdolność człowieka do wyjścia ponad swoje uwarunkowania biologiczne i psychiczne, które są czynnikiem dominującym we wszystkich społeczeństwach opartych na instynkcie i wspólnocie ple-miennej, szczególnie zaś społeczeństwach związanych z uprawą roli i ho-dowlą zwierząt, a także zdolność do wykorzystania myślenia analitycznego i abstrakcyjnego, ażeby pokierować tym procesem przekraczania. Wymaga to oddzielenia umysłu i rządzącego nim ego od naturalnych instynktów i w pewnym sensie wszystkich naturalnych procesów. Pozwala to na po-budzenie ego do samogloryfikacji wbrew nakazom natury i na wyobrażenie siebie w roli władcy życia i jego cykli. Sam jednakże umysł z trudem opiera się głosowi natury i nakazom biologicznym przedstawianym często jako “potężna pasja” lub w formie wyobrażeń mistycznych. Potrzebny był więc sprzymierzeniec w postaci religii chrześcijańskiej, która pomogłaby wyjść poza funkcje życiowe zdominowane przez rytmy przyrody. Przymierze to zapoczątkowało wiarę w jedno tylko życie, które dostaje się, by zrealizować cel, jakim jest transcendencja duchowa. Tylko jedno krótkie życie do naszej dyspozycji, by osiągnąć tak ogromne zadanie! Oznacza to, że każda chwila w życiu powinna być poświęcona realizacji tego trudnego celu; nie wolno tracić ani sekundy, szczędzić żadnego wysiłku. Ażeby osiągnąć sukces, należy bezwzględnie zapanować nad energiami własnej wewnętrznej natury, a także energiami całej natury. Całe to pojęcie nieuchronności doprowadziło do przedstawiania śmierci jako ogromnej tragedii i nieubłaganej siły. Życie i śmierć są częścią naturalnego cyklicznego procesu życia, jeśli jednak nawet umysł i ambicje człowieka lub też jego zdesperowana wola mogą w dużym stopniu kontrolować procesy życiowe, wydaje się on bezradny w obliczu ostatniego niezwyciężonego wroga –śmierci. Śmierć trzeba było odsunąć za wszelką cenę, nawet za cenę śmierci innych ludzi. Tutaj dochodzimy do głównego celu “czarnej magii”, a zarazem celu współczesnych wojen, które skierowane są nie tylko przeciwko ludziom innej narodowości czy rasy, lecz także przeciw naturze i równowadze ekologicznej. Tu nie liczy się, co umiera, a śmierć naturalna jest rzadkością. Pewni ludzie w Indiach i Tybecie również pochłonięci byli wolą prze-kroczenia natury. Siłami natury, które starali się opanować, były wewnęt-rzne instynkty i pragnienia człowieka. Umysł wykorzystywany w procesie transcendencji i we wszelkich praktykach ascetycznych nie był umysłem analitycznym, intelektem, lecz przede wszystkim holistyczną, pełną wyobra-źni i integrującą siłą wewnętrzną. Proces taki nie wymagał pełnienia funkcji społecznych i reorganizacji życia społeczności, lecz względnej przynajmniej i w większości wewnętrznej izolacjijednostki od społeczeństwa. W izolacji tej człowiek znajdował szczęście i spokój wypływające z dostrojenia się do cyklicznych rytmów natury. Rezultatem był brak lęku przed śmiercią, po-nieważ postrzegano ją jako nic więcej niż kolejną fazę w całym procesie istnienia. Jogin usiłował świadomie przeżyć śmierć w sposób, który natych-miast lub po okresie przemian duchowych doprowadziłby do odrodzenia. Tak zrodziło się ogólne pojęcie “reinkarnacji”, które zostało spersonifikowane, by umożliwić lepsze zrozumienie przez ludzi, a którego uniwersalistyczne i transcendentalne znaczenie zachowali mędrcy. Jeśli śmierć nie wywołuje lęku i jeśli przyjmie się przekonanie, że nasza podlegająca stopniowemu procesowi ewolucji “dusza”, monada, ma do swojej dyspozycji “wiele żyć”, można opracować wskazówki odnośnie do świadomego przygotowania do śmierci. Przygotowania te rozpoczynało się z rozmysłem w ostatniej fazie życia jednostki. Życie i śmierć były przeci-wieństwami, podobnie jak jang i jin, i kiedy życie słabło do pewnego stopnia, śmierć nabierała siły. Był to znak, że należy rozpocząć przygotowania do znaczącej, spokojnej i szlachetnej śmierci. W astrologii tak właśnie przedstawia się najbardziej pozytywne i naj-piękniejsze znaczenie dwunastego domu. Może obejmować ono doświad-czenia związane ze świadomym i pełnym spokoju zakończeniem fazy aktywności, przy czym koniec ten odsuwa się w sposób naturalny, nadając mu znaczenie. Może okazać się to trudnym zadaniem nie tylko w od-niesieniu do śmierci, lecz także w każdej sytuacji, kiedy człowiek usiłuje w znaczący sposób zakończyć i podsumować jakąkolwiek podjętą przez siebie działalność. Każdy, kto próbował kiedyś wygłosić zaimprowizowane przemówienie na przyjęciu, wie, jak trudno jest zakończyć mowę w sposób przekonujący i znaczący. Kończąc przemówienie, wielu mówców płacze, powtarza się, przechodzi od nastroju wzniosłego do przyziemnego, nierzadko pozwalając, by po długim czasie, bez żadnej konkluzji, po prostu skończyły im się słowa. Słu?chacze są już wtedy zmęczeni i ich umysły szybko eliminują lub zapo-minają wszystko, co w przemówieniu zrobiło na nich wrażenie. Kompozytor muzyki, dramaturg i powieściopisarz często stoją przed tym samym prob-lemem, kiedy zmuszeni są doprowadzić swoje dzieło do końca. Początek jest stosunkowo łatwy; wykorzystuje się przy tym odczuwany w sobie naturalny impuls życia, emocjonalny zapał do ekspresji siebie. Na początku uwaga ludzi też nie jest jeszcze całkiem skoncentrowana, nie są oni skłonni do krytyki. Stopniowo rozgrzewają się i w końcu zapominają, jaki był początek. Natura człowieka nie pomoże mu jednak w stworzeniu znaczącego zakończenia, które utkwi w pamięci ludzi. Naturalnym zakończeniem jest wyczerpanie –wyczerpuje się twórca i zgromadzeni wokół ludzie. Prze-mówienie i sam przemawiający umierają bez większego znaczenia ze starości. Jeżeli jaźń, istota duchowa, nie przejmie kontroli i nie połączy wszystkich wątków długiego, trwającego całe życie wysiłku, najistotniej-szych jego elementów, w jedno zakończenie, istnieje niebezpieczeństwo, że tę wielką chwilę przysłoni kurz opadający po walce. Wszystko, co zaszło wcześniej, może ulec zapomnieniu, znaczące zakończenie pozostanie jednak w pamięci. Pozostawi ono trwałe wrażenie w umysłach i duszach ludzi, którzy byli jego świadkami. Podobnie jak ziarno jest ono ostatnim wytworem, realizacją życia rośliny jednorocznej. Roślina umiera, a ziarno upada na ziemię, zawiera ono jednak w sobie moc wiecznie odnawiającego się życia. “Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemie nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24)* * Cyt. wg Biblia Tysiąclecia. Wydawnictwo Pallottinum, Poznań – Warszawa 1980 (przyp. tłum.). Na poziomie symbolicznym każde wielkie, znaczące zakończenie długo-trwałego wysiłku człowieka może być ziarnem. Ziarno takie może wytworzyć każdy cykl doświadczeń i każde życie ludzkie. Jeśli tak się nie stanie pozostają po nich zaledwie ulotne wspomnienia. Można pamiętać piękno kwiatu cyklu, liście jego dawały może schronienie i pokarm stworzeń których życie było dzięki nim szczęśliwsze; jeśli jednak nie powstało ziarno wtedy ginie też esencja i substancja danego cyklu doświadczeń, danego przemówienia i danego życia. Ciało umiera, wartość życia może jednak trwać. Jeśli człowiek zdołał wnieść coś wartościowego do społeczeństwa, trwa to wśród jego członków, we wspomnieniach przyjaciół lub wrogów. Wartość Edisona świeci poprzez każdą żarówkę, rozbrzmiewa dźwiękami każdej płyty gramofonowej. War-tość wykracza jednak poza aspekt społeczny. Istnieje ona także w wymiarze osobistym i duchowym. Żyjąc, człowiek zwiększa wartość swojej duszy będącej spichlerzem, w którym przechowywane są zbiory doświadczeń wszystkich cykli; zbiory te stanowią kwintesencję osiąganej przez człowieka nieśmiertelności w ciele duchowym. Kiedy spichlerz się napełni, człowiek osiąga indywidualną nieśmiertelność. Zwycięża on nad śmiercią nie poprzez odrzucenie jej, co byłoby daremnym gestem, lecz ucząc się, jak umierać znacząco, śmiercią rośliny uginającej się pod ciężarem płodnych, odnawiających życie ziaren. Śmierć jest tragiczna tylko wtedy, gdy pozbawiona jest znaczenia i gdy człowiek oddaje się jej ze znużenia i znudzenia: tak wygląda duchowa porażka. Sztuka doprowadzania każdego doświadczenia do twórczego końca jest najwyższą ze sztuk i chyba też najrzadszą w naszej zachodniej cy-wilizacji. Sztuka ta wymaga odwagi wyrzeknięcia się “duchów” przeszłości. To wyrzekniecie się określa się słowem zerwanie. Wolność w nowym życiu nie jest możliwa, jeśli nie nastąpiło świadome zerwanie z przeszłością, jeśli człowiek nie jest zdolny do dokonania znaczącego i harmonijnego podsumowania całej przeszłości lub też jeśli nie stać go na stwierdzenie “koniec” i zapomnienie o wszystkim, co musi pozostawić nie zakończone i nie rozwiązane, aby móc wejść w nowe życie, rozpocząć nowy cykl doświadczeń. Niestety w naturze duchów leży tendencja do pozostawania w starym miejscu, subtelnego trzymania się w zakamarkach podświadomości –mam tu na myśli duchy nie ukończonych prac, nie wypowiedzianych słów, małych i dużych gestów, do których nie udało się przekonać serca i ręki. Przema-wiający, który spoglądając na zegar na ścianie zauważa, że kończy mu się czas i że pora, by zakończył już swoją mowę, może nagle przypomnieć sobie wszystko, co chciał jeszcze powiedzieć, a czego nie powiedział. Czy będzie on próbował upchnąć wszystkie te myśli w ostatnie kilka minut przemowy, co w rezultacie dałoby bełkot, który skonfundowałby tylko słu-chaczy? Wielu mówców czyni tak właśnie, działając na własną szkodę. Należy mieć odwagę, by zrezygnować z rzeczy, których się nie powiedziało, z gestów, których się nie zrobiło i z miłości, której się nie doświadczyło, i zakończyć na podstawie tego, co zostało zrobione. Wymaga to oczywiście umiejętności, przede wszystkim jednak odwagi. Jest to szczególny rodzaj odwagi, najczystszy i często trudniejszy niż siła pozwalająca na zapom-nienie o śmierci wśród podniecenia walką na polu bitwy. Odwaga taka jest często nie rozumiana. Nie jest to odwaga emocjonalna ani fizyczna. Umysł odgrywa w niej pewną rolę, głównie jednak jest ona aktem woli duchowej. Człowiek godzi się ze swoimi stratami i wkracza w nowe, wiedząc dosko-nale, że któregoś dnia w jakimś miejscu przyjdzie mu znowu spotkać się z odrzuconymi duchami. Jeśli jednak wykorzysta ten czas, by rozwinąć się i wejść na wyższy poziom świadomości i siły, będzie w stanie lepiej poradzić sobie z nie ukończonymi zadaniami. Podręczniki astrologiczne mówią, że dom dwunasty jest domem karmy i tworzenia więzi. Potencjalnie jest on też jednak sferą realizacji i symbolem doskonałego końca, który stanowi preludium do wspanialszej przyszłości. Urodzeniowy dom dwunasty wskazuje na to, że człowiek może osiągnąć pełną realizację, jeśli coś takiego jest w ogóle możliwe. Nie mówi nam, czy mu się to powiedzie. Nie mówi, czy pozostawi za sobą wiele odpadów, wiele nie rozwiązanych spraw. Nie wiemy też, czy będzie w stanie odrzucić nękające go duchy, rozstać się z nimi z uśmiechem i z odwagą odnowić swój umysł i swoje życie. Dowiadujemy się jednak o naturze i sile duchów, z którymi przyjdzie mu walczyć; uzyskujemy w ten sposób ogólny obraz podświadomości –sfery duchów i pozostałości nie rozwiązanych prob-lemów i nie przeżytych doświadczeń. Możemy też poznać optymalny spo-sób poradzenia sobie z duchami i z destrukcyjnymi wytworami podświado-mości. Wskazówki uzyskane z domu dwunastego są równie pozytywne jak wskazówki z wszystkich innych domów. Tak naprawdę nie ma “złych” domów. Istnieją jednak sfery doświadczeń, w których pojawiają się sytuacje kryzysowe –ich nieuniknioność jest konieczna dla lepszej przyszłości. W domu szóstym człowiek przechodzi kryzysy związane z przygotowaniami do życia w związkach, które z kolei wiążą się z domem siódmym. Z kryzysu tego trzeba wyjść zwycięsko, jeśli chce się przeżyć prawdziwy związek i zrozumieć głębokie życiodajne znaczenie dzielenia życia ze stałym towa-rzyszem. W domu dwunastym kryzysy są rezultatem relacji, jakie człowiek wypracował sobie do społeczeństwa, kultury i ogólnie przyjętych wartości. W domu dwunastym spotyka on też mniej oczywiste skutki społecznych i zawodowych niepowodzeń, a także skutki swoich sukcesów i zwycięstw. Przede wszystkim jednak, spotyka mniej oczywiste skutki stosowania me-tod, które pozwoliły mu na zdobycie sławy i władzy lub też skutki lenistwa i bierności, które przyczyniły się do jego wewnętrznej i zewnętrznej porażki. Nierzadko zdarza się, że sukcesy rzucają cień tak ciemny, jak spektakularne były osiągnięcia. Sukces często niesie ze sobą urazy i wrogość, może też doprowadzić do niepowodzeń lub nawet śmierci innych ludzi. Należy pa-miętać o tych negatywnych rezultatach, a także o lękach, poczuciu winy, wyrzutach sumienia i zmorach zmuszających do powrotu do tragicznych scen z przeszłości, których nie da się już odwrócić. Cienie te zostały stworzone przez nasze działania, pośrednio lub bezpośrednio, z premedyta-cją lub nieumyślnie. Jedynym sposobem poradzenia sobie z takim cieniem, jest oświetlenie go strugami światła z różnych kierunków. Nie wolno bać się i zastygać w lęku. Duchy i cienie znikną, gdy padnie na nie światło zrozumienia i współczucia. Tradycja astrologiczna przypisuje domowi czwartemu znaczenie “końca”. Czytelnik może zastanawiać się tu, jak dom czwarty ma się do opisanych powyżej cech domu dwunastego. Pozorna sprzeczność wyjaśnia się, gdy uświadomi się sobie, że koniec, o którym mówili astrologowie, był końcem ostatecznym, końcem, który nie pociągał za sobą nowego początku. W do-mu dwunastym człowiek stoi przed końcem, który może stać się początkiem i staje się nim –jest to okres przejściowy pomiędzy dwoma cyklami. Człowiek przeżywający doświadczenia z tego domu stoi na progu dzielącym dwa zespoły warunków. Przypuśćmy, że potyka się on na tym progu i przewraca; oznacza to, że natknął się na swoje upiory, które go pokonały. Nowy cykl nie będzie dla niego odrodzeniem, lecz upadkiem w przepaść ostatecznej dezintegracji. Zmarnował on krytyczny moment przemiany i spada kolejno przez pierwszy, drugi i trzeci dom do dna, ostatecznego końca, który czeka na niego w domu czwartym. W życiu codziennym wiele rzeczy umiera bezpowrotnie, przynajmniej z punktu widzenia naszej jednostkowej świadomości. Według astrologii horalnej, kiedy człowiek próbuje poznać coś złożonego z konkretnej materii, czwarty dom astrologii horalnej odnosi się do końca tej materii. Mimo że może wydawać się ona całkiem martwa, jest w stanie zostawić za sobą duchy; w tym przypadku, pozostałości materii, która, jak się wydawało, przestała istnieć, powróci w formie obsesji w jego świadomości. Nie powinno się pozwolić, by cokolwiek umarło śmiercią ostateczną; wszystko powinno być przetwarzane i przemieniane –przetwarzane w do-mu jedenastym i przemieniane w domu dwunastym. Teoretycznie każdy cykl działania powinien w chwili wejścia w sfery domu jedenastego i dwu-nastego zostać przemieniony w początek nowej działalności na wyższym poziomie. Nic nie umiera, jeśli nie zaistnieje sytuacja kryzysowa, w której zabraknie sił, które przetworzyłyby i przemieniłyby to w coś nowego i lep-szego. Symbolicznie miejscem, w którym może nastąpić taka przemiana, jest dom dwunasty. Dopiero gdy przemiana taka zakończy się niepowodze-niem, stopniowo i nieuniknienie przychodzi ostateczny koniec z domu czwar-tego –dom pierwszy, drugi i trzeci działają wtedy w swoim czysto negatyw-nym aspekcie, stając się domami dezintegracji. Dlatego właśnie na poziomie najgłębszym dom dwunasty jest najistotniejszą sferą doświadczeń, której znaczenie wykracza daleko poza powierzchowne znaczenie przypisywane mu przez klasyczną astrologię. Jest to prawdziwy dom tajemnic, wszystkie bowiem etapy przejściowe przepełnione są elementami tajemniczymi, nie-poznawalnymi i irracjonalnymi. Wszystkie je trzeba jednak przeżyć, w jakiej-kolwiek formie by wystąpiły. Należy przyjąć je, uzbroiwszy się w jedno-znaczne zrozumienie całej sekwencji przeszłych doświadczeń, w odwagę i wiarę, a także współczucie. Konfrontacje takie niosą w sobie obietnicę nieśmiertelności.