Zobacz co mówią o Tobie liczby!
  
  
 Przekaż darowiznę 

Dochodząc do domu siódmego, zaczynamy mieć do czynienia z doświadczeniami wynikającymi z działalności, która nie jest już oparta przede wszystkim na indywidualnym “ja”, ale w zamian za to na podtrzymywanych związkach z innymi –związkach, które zakładają fundamentalne poczucie współpracy i dzielenia się z innymi ludźmi. Współpraca sama w sobie to jednak nie wszystko, gdyż może się okazać, że ma ona tylko nietrwałą i powierzchowną wartość. Współpracujący powinni odczuwać, że ich “wspólne działanie” ma jakiś cel w obrębie pewnej większej części egzystencji, zazwyczaj w obrębie konkretnej społeczności, w ostateczności w obrębie ludzkości rozumianej jako organizm planetarny. Powinno to być funkcjonalne uczestnictwo. W związku dwojga partnerów powinno się odnaleźć zasugerowaną, przynajmniej nikłą świadomość celu istnienia związku. Dla realizacji tego z kolei celu każdy z partnerów powinien umieć odkryć swój własny indywidualny cel. Życia bez celu –lub bez “wizji”, jak powiedziałby Indianin –właściwie nie warto przeżywać; nie różni się zbytnio od życia zwierząt. Ale oczywiście istoty ludzkie potrafią żyć, działać i współpracować, świadomie lub instynktownie, w kategoriach różnorodnych celów. To zagadnienie celowości jest bardzo istotne z astrologicznego –jak i z psychologicznego oraz społecznego –punktu widzenia, ponieważ samo w sobie wyjaśnia podstawowy związek między domami pierwszym, czwartym, siódmym i dziesiątym. W domu pierwszym człowiek może intuicyjnie odkryć-z początku w sposób instynktowny, poza tym co nazywamy świadomością –że jest indywidualnym “ja”. Odkrycie to, jeśli chodzi o rzeczywiste i efektywne istnienie, prowadzi w domu czwartym do świadomego i mniej lub bardziej stałego odczucia, że jest się konkretną osobą o konkretnym charakterze i pewnych podstawowych przekonaniach i wartościach, według których działa się, wyraża siebie, odnosi sukcesy lub porażki, uczy i cierpi na drodze samotransformacji. Ta samotransformacja sugeruje zmianę polaryzacji. Jednostka odkrywa, że chcąc nie chcąc, jest częścią składową pewnej większej całości. Odkrycie to często wprowadza człowieka w zakłopotanie, zabiera mu poczucie bezpieczeństwa, stawia twarzą w twarz, jeśli można to tak ująć, z wielkim znakiem zapytania na horyzoncie świadomości. Co mam teraz zrobić? Czy będę w stanie zrobić to dobrze? Dziecko prawdopodobnie nie zadaje sobie takich pytań, przynajmniej nie w sensie podstawowym, ponieważ w normalnych warunkach za pewnik przyjmuje swoją przynależność do rodziny i do otoczenia. W nich stara się wyrazić siebie, spotyka je krzywda, uczy się i tak dalej. To podczas dojrzewania, wraz z przypływem energii seksualnych zazwyczaj pojawia się odczucie, że istnieje pewna moc, o wiele większa niż jego ograniczona świadomość. Gatunek ludzki stawia dziecku wymagania –musi ono wypełnić szczególną funkcję, ma biologiczny, wykraczający poza osobowość cel. Również od nastolatka, który przechodzi do szkoły średniej społeczeństwo wymaga coraz więcej. Działa on, nie będąc pewnym, czego się od niego wymaga, ani czy te wymagania podobają mu się i czy może im sprostać. Może być zagubiony uczuciowo, może się ślepo buntować, może uciekać w zażartą religijną gorliwość i poświęcić siebie Bogu –Najwyższemu, Temu, Który zawsze jest blisko, aby wysłuchać i podnieść na duchu, pod warunkiem, że On wyłącznie jest czczony. W astrologii horalnej mówi się, że dom siódmy horoskopu stawianego o określonym czasie, aby odpowiedzieć pytającemu, pokazuje “rezultat sprawy”, o którą pytano. Funkcja organizmu jest następstwem jego tożsamości pierwszy dom. Funkcję tę można jednak poznać tylko wtedy, gdy odniesie się nowe istnienie do innych istnień, z którymi ma współpracować. “Życie” powołuje osobniki męskie i żeńskie, ale dla gatunku ludzkiego nie mają wartości, jeśli nie funkcjonują razem. Każdy człowiek dowiaduje się, czym jest nie tylko w sensie biologicznym, ale również w kategoriach wspólnoty społeczno-kulturowej, jedynie funkcjonując razem z innymi ludźmi. Ta funkcjonalna współpraca stwarza ostatecznie coś wartościowego dla ludzkiej rasy, dla konkretnego społeczeństwa lub dla jednego i drugiego. Gdyby człowiek pierwotny w Nowej Gwinei znalazł stare śmigło samolotu leżące gdzieś w polu, mógłby szczegółowo opisać jego kształt, a może nawet zbudować z niego jakiś rodzaj dekoracyjnej rzeźby; ma ono “formę” i zrobione jest z substancji, które mogą być określone. Jest istnieniem; ale członek plemienia z Nowej Gwinei nie wie, do czego ono jest. Mógłby wiedzieć tylko wtedy, gdyby nauczono go, jak ono działa w odniesieniu do innych przedmiotów, które są funkcjonalnymi częściami zorganizowanego systemu, który służy określonemu celowi: lataniu. Jeśli człowiek, który nigdy nie opuścił miejskich slumsów, zostaje wysłany do lasu, gdzie uwagę jego przyciągnie kształt żołędzia leżącego na ziemi, może się nim pobawić, nawet go otworzyć, ale nie będzie w stanie ujrzeć w nim potencjału wielkiego dębu. Nie będzie znał jego funkcji, jego miejsca w cyklu wegetacyjnym, jeśli w jakiś sposób nie skojarzy go z drzewem. Jedynie w relacji z innymi istnieniami jakiekolwiek samodzielne istnienie nabiera znaczenia w odniesieniu do procesów życiowych lub zorganizowanych działań całości społeczeństwa lub narodu. To samo dotyczy człowieka, z pewnymi ważnymi, choć może nie zasadniczymi różnicami. Możemy poznać jego budowę biologiczną, ale wiedza ta będzie z konieczności niekompletna, aż do momentu, w którym ujrzymy, jak funkcjonuje on w relacji z innymi jednostkami i w ramach zbiorowych działań społeczno-kulturowych. Funkcja sugeruje cel, który jest nierozłączny z tym, czym jest człowiek, ale odnajduje się go dopiero, kiedy działa on w obrębie większej całości, której jest częścią składową. Teoretycznie cel istnienia jednostki spełnia się w domu dziesiątym, ale to spełnienie –pozytywne lub negatywne, częściowe lub całkowite –jest rezultatem tego, co zostało ustalone lub odkryte świadomie na poziomie domu siódmego. Jakość relacji człowieka do innych ludzi na poziomie funkcjonalnym jest punktem wyjścia, na podstawie którego uda mu się lub nie uda osiągnąć to, co może być wrodzonym celem jego egzystencji od momentu narodzin, niezależnie od tego czy w ogóle był tego celu świadomy. Wszystkie indywidualne doświadczenia związane z domem siódmym powinny odnosić się do działań, które przynajmniej potencjalnie –mają charakter funkcjonalny. Myślą przewodnią tych doświadczeń jest uczestniczenie; doświadczający jednak może początkowo nie zdawać sobie sprawy, że uczestniczy w większej całości –wspólnocie lub gatunku ludzkim. Może być oczarowany swoim partnerem i podnieceniem towarzyszącym partnerstwu, może być też nim zmieszany. To cudowne uczucie poznawania i doświadczania w pełni drugiej istoty ludzkiej, w której i poprzez którą można osiągnąć samospełnienie, bardzo silnie wpływa na okres miodowego miesiąca związku. Jednak moment, w którym partnerzy zabierają się do codziennych zadań związanych ze związkiem, jest często momentem, kiedy wyjaśnia się jego znaczenie funkcjonalne. Wartość jawności i obrzędowości ceremonii ślubnej kryje się w tym, że na samym początku związku małżeńskiego, zdecydowanie potwierdzone i uroczyście przypieczętowane jest jego znaczenie społeczne – to, że ma być częścią rodzinnych i grupowych procesów. Prze-widywane pojawienie się jakiegoś rezultatu małżeńskiego związku –dzieci lub przynajmniej pewnej formy wspólnych osiągnięć –ma przesłonić czysto emocjonalne napięcie i uniesienie tkwiące w związku. Z tej samej przyczyny człowiek obejmujący ważny urząd w państwie musi przejść przez publiczne ceremonie inauguracji lub koronacji. Zawiera związek, który ma określoną funkcję społeczną-związek z nowymi współpracownikami, z którymi ma współdziałać, wypełniając swoje zadanie. Poślubiony zostaje celowi społecznemu. Ten akt bycia poślubionym celowi tkwi we wszystkich rodzajach związków domu siódmego, nawet jeśli jednostki są zaledwie nieznacznie świadome podstawy swoich powiązań. Dopiero w domu ósmym partnerzy w pełni uświadamiają sobie, być może w sposób żywiołowy i uczuciowy, odpowiedzialność, jaką takie powiązania pociągają za sobą. Ponieważ może to oznaczać “śmierć” pewnych złudzeń i regenerację ego partnerów, dom ósmy nazywany jest domem śmierci i regeneracji. Obecnie pojęcie małżeństwa tak bardzo się zmieniło, że wydaje się jak gdyby związek mężczyzny i kobiety nie miał żadnej innej funkcji poza dawaniem partnerom osobistego szczęścia, bezpieczeństwa i emocjonalnego spełnienia, bez szczególnego związku zarówno z potomstwem –służenie rasie –jak i osiągnięciami społeczno-kulturowymi –służenie wspólnocie. Jest to w pewnym sensie następstwo przesadnie indywidualistycznego i analitycznego charakteru, jakiego nabrała nasza cywilizacja i jej fragmentaryczna świadomość, która rozpatruje części, tak jakby nie istniała całość, w ramach której mają działać. Części te jednak są również całościami, które z kolei składają się z wielu powiązanych i zależnych od siebie elementów. Dziś odpowiedzią na to, często przyjmowaną za pewnik, jest to, że istota ludzka jest szczególnym rodzajem całości, która nie należy funkcjonalnie do żadnej większej części. Z punktu widzenia filozofa wyznającego “personalizm” każda osoba jest w sobie celem, pewnego rodzaju absolutem. Pozostaje w relacji z innymi osobami, ale związek ten jest zasadniczo personalistyczny, to znaczy nie jest częścią żadnego działania kosmicznego, nie jest “funkcjonalny”. Społeczeństwo, rodzaj ludzki, planeta Ziemia nie stanowią organizmów, których składowymi komórkami symbolicznie mogą być nazwane jednostki ludzkie. Zasadniczo każda jednostka jest sama i samowystarczalna jako monada. Kontakty nawiązywane z innymi jednostkami mają charakter czysto egzystencjalny; mają wartość i znaczenie tylko w ramach tego, co przynoszą każdej jednostce osobno. Wszystko to może się wydawać dosyć metafizyczne i mało znaczące dla astrologa, ale właśnie powyższe rozważania prezentują podstawową opozycję między dwoma najważniejszymi spojrzeniami na związek pomiędzy dwiema lub więcej jednostkami i pomiędzy nimi a zorganizowaną społecznością, w której żyją oraz całością ludzkiej rasy. Wybór jednego lub drugiego spojrzenia w znaczący sposób wpłynie na to, co związek ludzki, małżeństwo i partnerstwo rzeczywiście oznacza w życiu codziennym. Smutną rzeczą jest to, że obecnie ludzie mniej lub bardziej świadomie starają się żyć częściowo zgodnie z jednym, częściowo zgodnie z drugim z tych spojrzeń. Stąd zasadnicze zamieszanie we wszystkich zagadnieniach związków międzyludzkich –zagadnieniach domu siódmego. Dawne religijne podejście do związku małżeńskiego i do każdego istniejącego, przynajmniej względnie trwałego, związku o charakterze społecznym lub kulturowym, było z gruntu funkcjonalne. Dziś w wielu przypadkach brakuje tego funkcjonalnego podłoża. Jednostka spotyka jednostkę jedynie dla rozwoju swojej osobowości. Może to oczywiście być ważne i konstruktywne, ale związek staje się celem samym w sobie lub raczej środkiem pomocniczym dla rozwoju w istocie swej odrębnych osobowości (dom piąty) lub dla wyzwolenia energii domu piątego. Kiedy tak się dzieje, prawie na pewno prędzej czy później jakieś doświadczenia domu ósmego pociągną za sobą śmierć-lub, jeśli wszystko dobrze się ułoży, transformujące odrodzenie związku. Podsumowując, doświadczenia związane z domem siódmym –to znaczy z małżeństwem i wszelkimi formami mniej lub bardziej stabilnego partnerstwa –mogą oznaczać zaledwie współpracę jednostek lub uczestniczenie w większej całości, z przynależności do której (w kategoriach wspólnego przeznaczenia lub określonego społeczno-kulturowego celu) związane osoby bardzo mocno zdają sobie sprawę. Główną kwestią w takich związkach nie jest to, czy istnieje wielka miłość lub głęboko odczuwana wspólnota interesów współwłaścicieli firmy, ale jaka jest jakość tej miłości lub tego wspólnego interesu. Małżeństwo może oznaczać, jak mówią Francuzi, legoisme a deux-trudny do przetłumaczenia zwrot oznaczający związek dwóch osób wyłącznie dla ich własnej obustronnej satysfakcji i rozwoju osobistego*. * Przed laty w czasopiśmie “Soviet Russia” (ze stycznia 1943) ukazała się recenzja rosyjskiego filmu o młodym mężczyźnie i młodej kobiecie walczących na dwóch frontach wojny. Odczytano list chłopca do jego ukochanej: “W naszych czasach decydują się losy świata i to my musimy decydować. Stajemy twarzą w twarz z surowym i burzliwym życiem i chcę dzielić to życie z Tobą”. Jakże ważne było, że chłopiec nie powiedział “dzielić moje życie”, ale zamiast tego “dzielić to życie z Tobą”‘ Wspólne uczestnictwo w nowym życiu: jakże odmienne od /’ egoisme a deux! Do spółki podobnie można przystąpić wyłącznie dla zysku obu wspólników, bez troski o konsekwencje społeczne. Z drugiej strony, związek może być poświęcony czemuś więcej niż cel osobisty niezależnie od tego, na jakim poziomie może zachodzić. Żaden astrolog nie potrafi z całą pewnością powiedzieć, którym podejściem dana osoba będzie się kierować w swoich bliskich i stałych związkach, ale znak zodiakalny na wierzchołku domu, położenie i aspekty planety rządzącej tym znakiem oraz charakter planet, które mogą znajdować się w siódmym domu, potrafią powiedzieć bardzo dużo, co osobie szczerej, chętnej do uczestniczenia w szerszym zasięgu egzystencji może pomóc w określeniu najdogodniejszych warunków tego uczestnictwa, a być może również uczulić ją na pewne niebezpieczeństwa i próby z nim związane. Być może nie ułatwi to związku, ale może go uczynić bardziej znaczącym i owocnym. Najważniejszym, z punktu widzenia astrologii, wnioskiem wynikającym z powyższych rozważań, jest to, że nigdy nie powinno się rozważać siódmego domu –a właściwie żadnego domu –w oderwaniu od innych, kiedy interpretuje się zagadnienie odnoszące się do doświadczeń lub problemów dotyczących tego obszaru ludzkiej egzystencji i działalności. Powiązania z otoczeniem, descendent i samodzielność istnienia stanowią dwa niezależne bieguny. To, czym się jest jako jednostka, uwidocznia się w sposobie odnoszenia się do innych osób i do świata w ogóle; podobnie rezultaty związków dostarczają sygnałów, według których kształtuje się to, co współczesna psychologia nazywa “własnym wizerunkiem”. Indywidualność –która na poziomie biologicznym manifestowana jest za pomocą kodu genetycznego we wszystkich jądrach komórkowych –jest stałym czynnikiem w cyklu indywidualnej egzystencji. Zmiana w osobowości przechodzi przez wszystkie rodzaje związków. Związek jest twórczą –a w niektórych przypadkach, niszczącą-odpowiedzią na egzystencjalny fakt powiązania z otoczeniem. Siódmy dom jest zatem potencjalnie najbardziej dynamicznym ze wszystkich domów. To w tym właśnie obszarze ludzkiej egzystencji dokonać się może najistotniejsza przemiana człowieka. W nim również może on doświadczyć największej wolności –chyba że pewne planety znajdują się bardzo blisko descendentu, planety symbolizujące nieodpartą presję przeznaczenia, która sama wystarcza, aby przez magię związku dać podstawy niezbędne do spełnienia potężnego celu tkwiącego w człowieku. W takim przypadku jednostka może odkryć, że podporządkowuje się temu celowi, aby tworzyć określony związek lub związek z osobą o takim, a nie innym charakterze, będący źródłem doświadczeń, które służą ożywieniu celu przeznaczenia, nawet jeśli dzieje się to poprzez stres, napięcie czy też tragedię. Małżeństwo, a również i inne rodzaje związków, mogą być obszarem napięć nie do rozwiązania. Doświadczenia z tych napięć mogą również służyć osobistemu rozwojowi i prowadzić do spełnienia przeznaczenia jednostki. Planeta znajdująca się obok descendentu z reguły wskazuje jak najlepiej stawić czoło tym doświadczeniom. Znajdą się one na różnych poziomach, zależnie od etapu rozwoju jednostki oraz od stadium ewolucji “Duszy”, której ucieleśnieniem jest to życie. Działa tu, podobnie jak w innych dziedzinach, proces dialektyczny, który odkrywa trzy podstawowe poziomy powiązań z otoczeniem. Na poziomie biologicznym i plemiennym wszystkie związki podporządkowane są obowiązkowym nakazom życia i dobru wspólnoty. Związki te są wyraźnie celowe i społecznie uregulowane przez silne tabu, w istocie swej definiowane pod kątem tego, co jest naturalnie wartościowe i konstruktywne dla plemiennej całości, choć z czasem inne sprawy mogą odciągać jednostkę od początkowego celu związku. Kiedy człowiek osiąga etap, w którym proces indywidualizacji zaczyna oddziaływać w silny sposób, związki nabierają bardziej osobistego charakteru, ale związek podstawowy –małżeństwo –nadal podlega nakazowi biologicznemu, jak również potrzebie zachowania i przekazania wartości kulturowych i religijnych. Dopiero od czasów, gdy rewolucja przemysłowa –w zasadzie nie wcześniej niż przed początkiem naszego stulecia –zaczęła przełamywać tradycyjne modele związków, natężony rodzaj indywidualizmu i bunt kobiet przeciwko zasadom patriarchalnym dokonały całkowitej transformacji instytucji małżeństwa. Straciło ono znacznie swój społeczny oraz instytucyjno-religijny charakter. Przestało być w większości przypadków związkiem zdeterminowanym przez rodziców, klasę społeczną i sprawy pieniężne. Obecnie jest ono głównie sprawą dwóch jednostek łączących się z własnej woli, aby cieszyć się wspólnym bogatszym życiem Zatem cała uwaga skierowana została na “ja” i powiązania z otoczeniem, podczas gdy czynniki związane z domem dziesiątym, a nawet czwartym utraciły swoje znaczenie. Dzieje się tak dlatego, że większość małżeństw przynajmniej w Stanach Zjednoczonych, pozbawiona jest poczucia przeznaczenia oraz społecznego lub transcendentnego celu (dom dziesiąty) i istnieje właściwie bez życiodajnych, silnych korzeni, zarówno społecznych, jak i geograficznych. Powinno się obecnie osiągnąć trzeci poziom, na którym najprawdopodobniej wszystko, co zostało z małżeństwa, zostanie jeszcze bardziej zmienione. Na tym poziomie związek zostanie powtórnie podporządkowany wspólnemu celowi –społecznemu i ponad społecznemu: duchowemu lub planetarnemu. Rzeczywiście niezależne i autentyczne jednostki będą zespalać swoje energie, być może na drodze rytualnych obrządków, aby zmierzać do prawdziwie wspólnego i z rozmysłem dzielonego celu –celu funkcjonalnego, postrzeganego w kategoriach udziału w całej ewolucji rodzaju ludzkiego i Ziemi. Wydaje się oczywiste, że ten trzeci poziom bliskiego i twórczego związku – który może, ale nie musi, być jednocześnie związany z prokreacją –wciąż jest nie do zaakceptowania i wyobrażenia dla ogromnej większości ludzi. Być może jednak nadciągają znaczące zmiany i powstające kraje zamieszkane przez rasy inne niż biała odnajdą w swoich prastarych kulturach treści, dzięki którym łatwiej będzie wszystkim ludziom zaakceptować nowy rodzaj bycia razem: owocnego i nadosobowego.